Jak czytać ogłoszenia samochodowe?

Przymierzasz się do kupna używanego auta? Przygotuj się na żmudne i czaso-żerne przekopywanie setek ogłoszeń zamieszczonych w serwisach ogłoszeniowych. Co gorsza, prawdopodobieństwo znalezienia tego jedynego, wymarzonego auta graniczy z cudem. Życie mocno uprzykrzają nieuczciwi sprzedawcy, którzy często ukrywają prawdę o sprzedawanym pojeździe. Handlarz prawdy ci nie powie. W sieci wręcz roi się od pułapek zastawianych przez oszustów. Niestety, ale samochodowi krętacze znają masę sztuczek, na które nabierają się nieświadomi kierowcy.

Handlarze oszukują z prostego powodu – chcą zarobić jak najwięcej na sprzedawanym samochodzie. Dlatego stosują różne techniki, które mają na celu namówienie potencjalnego zainteresowanego do zakupu. Najczęściej taka inwestycja kończy się sporym rozczarowaniem.

Samochód to produkt, na którym bardzo łatwo można zarobić całkiem duże pieniądze. Plan jest prosty – Nieuczciwi handlarze kupują uszkodzony pojazd po bardzo okazyjnej cenie. Potem szykują samochód do przyzwoitego stanu z zewnątrz i wystawiają na sprzedaż. W tym momencie wartość samochodu na papierze wzrasta nawet kilkukrotnie. Niestety nabywca takiego auta wraca do domu siedząc w złomie w ładnym opakowaniu.

Zazwyczaj w treści ogłoszenia zamieszczane są te informacje, które potencjalny kupiec chciałby na temat samochodu zobaczyć. Czyli przekoloryzowane zdjęcia oraz obszerny zachwalający tekst. To już połowa sukcesu, bo jeśli uda się zwabić klienta do siebie szansa na połknięcie haczyka mocno wzrasta.
Jak już ktoś przyjedzie do komisu oszusta po wyidealizowany przez siebie samochód, handlarz zrobi wszystko, aby doprowadzić sprzedaż do końca. Najczęściej pod wpływem dużych emocji kupujący ulega. Potem po kilku dniach euforia mija i pojawia się wielkie rozczarowanie.
Pamiętajmy, że na rynku wtórnym nie istnieje coś takiego jak „auto w stanie idealnym”. Nawet jeśli jakimś cudem natrafimy na perełkę, to z pewnością nikt nie sprzeda takiego samochodu za bezcen.
Auto kupujemy oczami. Przeglądając masę ogłoszeń w sieci w pierwszej kolejności odrzucamy te, które zdjęć nie posiadają albo miniaturka jest mało atrakcyjna. Naszą uwagę przykuwają zdjęcia dobrej jakości. Dlatego też fotogaleria stanowi bardzo istotną część ogłoszenia. Doskonale o tym wiedzą doświadczeni handlarze. Niektórzy fachowcy idą o krok dalej i retuszują zdjęcia.  Zaniedbany pojazd po retuszu może wyglądać całkiem zachęcająco, a dodatkowo odpowiednia sceneria i mocno zmanipulowane kolory zdjęcia – to elementy efektywnie działające na naszą wyobraźnię. Tak przygotowane wizytówki pojazdu powodują, że chcemy go zobaczyć i ocenić na żywo. Niestety po przyjeździe, aby obejrzeć pojazd brutalna prawda jest bolesna. Takich przypadków znamy wiele. Klienci opisują nam swoje doświadczenia, a i my jadąc po wstępnie umówione auto nie raz wracaliśmy ze skwaszoną miną, ponieważ auto okazało się zupełnie inne, niż to które opisywał nam klient.
Szerokim łukiem omijajmy te ogłoszenia, które zawierają określenia w stylu igła, rodzynek, perełka, pilnie sprzedam czy stan idealny. A dodatkowo, wielkie litery i wykrzykniki mają za zadanie jeszcze mocniej przykuć uwagę poszukujących. Ogłoszenie oparte na subiektywnym zachwycie sprzedającego jest po prostu bardzo mocno przekoloryzowane. Czasami aż się prosi, aby takiego delikwenta kopniakiem odesłać do słownika celem zrozumienia znaczenia słów których użył w stosunku do swojego auta. Bo co ma wspólnego igła z używanym autem w które trzeba włożyć kilka tysięcy, aby mogło wrócić do normalnego funkcjonowania?
Im zdjęć więcej tym lepiej. Samochód powinien być obfotografowany zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz, z każdej strony i z bliska, jak też z daleka. Jeśli sprzedawca nie ma nic do ukrycia powinien umieścić zdjęcie tapicerki, kierownicy czy chociażby gałki skrzyni biegów. Ale zapożyczenie fotografii z innych modeli to standardowa sztuczka. Więc zadbane elementy wnętrza na zdjęciach mogą różnić się od rzeczywistości.
Zbyt niska cena w zestawieniu z pozostałymi ogłoszeniami tego samego modelu powinna uruchomić alarm w naszej głowie. Podobnie jak przebieg samochodu w stosunku do jego rocznika. Dla oszustów cofnąć licznik to żaden problem. Dlatego też, jeśli 12-letnie auto posiada przebieg w granicach 100 tysięcy kilometrów to śmiało można je odpuścić – na przysłowiowe 99% to przekręt.
Kilkuletni samochód od pierwszego właściciela brzmi bardzo sympatycznie. Ale to często kolejna pułapka. Na miejscu podczas rozmowy ze sprzedawcą okazuje się, że faktycznie samochód należy do swojego pierwszego właściciela, tylko że jest on pierwszy w Polsce, a sprowadzony był niedawno…
Podsumowując zakup solidnego samochodu z internetowego ogłoszenia to sztuka bardzo trudna. Czyha wielu oszustów więc najważniejsza zasada brzmi: emocje odstaw na bok, kupuj auto z chłodną głową. To bardzo kosztowna inwestycja, przy której pośpiech i lekkomyślność mogą nas dużo kosztować.
Warto zwrócić się do sprawdzonych lokalnych firm. Zajmujemy się handlem od wielu lat. Dorobiliśmy się grona stałych klientów. Zapraszamy!